Zakupowe ściemy – na co nabieramy się każdego dnia?
Idziesz do sklepu po podstawowe produkty, myślisz, że wybierasz świadomie, ale… czy na pewno? Producenci od lat stosują sprytne chwyty, by skłonić nas do zakupów, których wcale nie potrzebujemy. Przekonują nas, że ich produkty są zdrowsze, lepsze dla środowiska, bardziej wartościowe niż konkurencja. Niestety, często to tylko marketingowa iluzja.
1. Etykiety, które wprowadzają w błąd
„Bez cukru”, „naturalny”, „eko”, „bio” – czy to rzeczywiście coś znaczy? Wiele z tych oznaczeń to jedynie hasła reklamowe, które mają przyciągnąć naszą uwagę. Przykład? Jogurty „o smaku truskawkowym”, w których jest jedynie odrobina prawdziwych truskawek, a poza nimi czerwony barwnik i aromaty. A produkty z napisem “eko”, „naturalny” wcale nie muszą być wolne od sztucznych dodatków!
2. Ekościema, czyli greenwashing w pełnej krasie
Producenci doskonale wiedzą, że ekologiczne podejście do zakupów jest coraz bardziej popularne. Dlatego coraz więcej marek stara się wyglądać „eko”, nawet jeśli ich produkty nie mają z tym nic wspólnego. Butelki „z recyklingu”, które w rzeczywistości zawierają zaledwie 10% przetworzonego plastiku, opakowania w „zielonych” kolorach sugerujące naturalność czy kosmetyki „bez parabenów”, ale pełne innych kontrowersyjnych substancji – to klasyka greenwashingu. A jaky tego było mało to coraz częściej możemy spotkać się również z science washingiem, czyli powoływaniem się na badania naukowe, aby sprawić, że my danemu produktowi zaufamy. Jednak często to puste hasła, które z prawdziwymi doniesieniami naukowców mają niewiele wspólnego.
3. Więcej za mniej… ale czy na pewno?
Kupujesz pastę do zębów „w nowym, większym opakowaniu” i cieszysz się, że zaoszczędziłaś? Sprawdź pojemność – często okazuje się, że „więcej” oznacza tylko większe opakowanie, a zawartości jest tyle samo, co wcześniej.
Inna sztuczka? Zmniejszanie gramatury przy zachowaniu tej samej ceny. Czekolady, które zamiast 100 g mają już tylko 90 g, jogurty w kubeczkach mniejszych o 10 ml – to tzw. shrinkflacja, czyli ukryta podwyżka cen.
4. Sztuczki cenowe i promocje, które wcale nimi nie są
Czy zauważyłaś, że niektóre produkty „na promocji” kilka dni wcześniej były w tej samej cenie albo nawet tańsze? Teoretycznie miała nas przed tym chronić dyrektywa Omnibus, która nakłada na sprzedawców obowiązek podawania najniższej ceny z ostatnich 30 dni. Jednak w praktyce, wiele osób nawet nie zwraca na to uwagi.
Sklepy często stosują tzw. iluzję oszczędności – myślimy, że korzystamy z okazji, a w rzeczywistości… po prostu wydajemy więcej. Bo ile razy nie udało Ci się na czas zjeść tej drugiej i trzeciej rzeczy i ostatecznie lądowała w koszu na śmieci?