Czy zastanawialiście się kiedyś jakim cudem papierowe opakowania na fast foody nie rozmiękają od tłuszczów, a sos pomidorowy nigdy nie zostawia plam na „magicznym” plamoodpornym obrusie? Za tymi codziennymi ułatwieniami stoją substancje z grupy PFAS, nazywane również “wiecznymi chemikaliami”.
PFAS to duża grupa substancji per- i polifluoroalkilowych. Nazywa się je „wiecznymi chemikaliami”, ponieważ praktycznie nie ulegają rozkładowi w środowisku. Raz wprowadzone do środowiska (i naszych organizmów), zostają tam na dekady.
Zaczęło się od patelni... i wielkiego skandalu
Większość z nas usłyszała o problemie PFAS dopiero dzięki głośnej historii z Teflonem® [CZYTAJ WIĘCEJ]. To wtedy świat dowiedział się o PFOA – jednej z substancji z tej grupy, która dekadami zatruwała wodę i ludzi w pobliżu fabryk TeflonuⓇ.
Efekt? PFOA oficjalnie uznano za szkodliwe i wycofano z produkcji. Mogłoby się wydawać, że problem zniknął, ale niestety tak się nie stało. Producenci po prostu zamienili jeden związek na inny, często równie kontrowersyjny, ale jeszcze niezakazany. Co więcej, producenci nie muszą nas informować czego dokładnie użyli. Na patelniach z powłoką nieprzywierającą możemy jedynie przeczytać mnóstwo zapewnień typu “nie zawiera PFOA”. Ale przecież zgodnie z prawem, żadna sprzedawana w Unii Europejskiej patelnia nie może zawierać tej substancji, więc to tylko marketingowe sztuczki, bo kiedy widzimy zapewnienia, “bez XYZ” to ma to nas przekonać, że dany produkt jest bezpieczny. Ale czy tak jest rzeczywiście?
Czego nie dowiesz się z etykiety?
Tu pojawia się największy problem: brak transparentności. Idziemy do sklepu, kupujemy papierowe foremki do muffinek lub papierowe, ale jednocześnie nieprzeciekające torebki na kanapki. One mają kontakt z naszym jedzeniem, ale nikt nas przez lata nie informował, że nasze opakowania do żywności mogą zawierać “wieczne chemikalia”. Podobnie jest jeśli kupujemy plamoodporną kanapę lub obrus, albo wodoodporną odzież, buty lub impregnat, który ma tę wodoodporność nadać. Czy kiedykolwiek widzieliście na opakowaniu napis “zawiera PFAS”?
Prawie nigdy. Prędzej możemy się spotkać z informacją, że tych substancji dany produkt nie zawiera, jeśli mamy do czynienia z producentem, któremu zdrowie ludzi i środowisko nie są obojętne.
Producenci nie mają obowiązku informowania nas o użyciu tych związków. Zasłaniają się tajemnicą handlową lub po prostu korzystają z faktu, że prawo nie nadąża za chemią. W efekcie zapraszamy do swoich domów i kuchni „cichych gości”, którzy powoli kumulują się w naszych tkankach.
Co mówi nauka? (I dlaczego warto zacząć działać)
Aktualny stan wiedzy jest jasny i, szczerze mówiąc, dość niepokojący. Badania naukowe łączą długotrwałą ekspozycję na PFAS z:
zaburzeniami pracy tarczycy,
problemami z gospodarką hormonalną,
podwyższonym poziomem cholesterolu,
niektórymi nowotworami,
osłabieniem odporności (szczególnie u dzieci).
Najgorsze jest to, że PFAS są wszędzie – w kurzu domowym, wodzie kranowej i… w naszych naczyniach kuchennych, z których codziennie korzystamy, przygotowując posiłki dla najbliższych.
Gdzie właściwie są PFAS? (Spoiler: Dosłownie wszędzie)
W deszczówce na całym świecie: Badania Uniwersytetu w Sztokholmie wykazały, że poziom PFAS w deszczu przekracza normy bezpieczeństwa w każdym zakątku globu – ilość PFAS jest wyższa niż wartość dopuszczalna dla wody pitnej. Przeczytaj streszczenie badania (ang.)
W wodzie kranowej: W Unii Europejskiej od 2026 roku wchodzą nowe, surowe limity PFAS w wodzie pitnej, ponieważ badania potwierdziły ich obecność w systemach wodociągowych większości państw członkowskich. Dyrektywa UE w sprawie wody pitnej
W naszej krwi: Badania biomonitoringowe (np. holenderskiego RIVM) potwierdzają, że niemal każdy z nas ma PFAS we krwi. Co najbardziej poruszające, substancje te wykryto nawet w krwi pępowinowej, co oznacza, że dzieci rodzą się z pewnym „ładunkiem” chemikaliów przekazanym im przez matkę.
Chcesz wiedzieć, jak urządzić zdrową i bezpieczną kuchnię?
Twoja kuchnia może być bezpiecznym azylem
Nie piszę tego, żeby Cię przestraszyć. Piszę to, żeby dać Ci realną moc sprawczą. Choć nie mamy wpływu na globalny przemysł, mamy absolutną kontrolę nad tym, co wnosimy do własnego domu.
Możemy wymienić patelnie na bezpieczniejsze alternatywy, możemy świadomie wybierać opakowania do żywności i wiedzieć, na jakie hasła marketingowe (tzw. greenwashing) nie dawać się nabierać.
Wskazówka: Napis „PFOA Free” na patelni wcale nie oznacza, że jest ona wolna od wszystkich PFAS. To najczęstszy trik, na który łapiemy się jako konsumenci!
Świadomość to pierwszy krok, bo niestety zmiany prawne postępują zbyt wolno. Możemy sami zadbać o swoje zdrowie zanim dojdzie do wprowadzenia nowych regulacji w prawie. To, co możemy zrobić „tu i teraz”, to ograniczyć dopływ niebezpiecznych dla zdrowia substancji do naszych organizmów z produktów, na które mamy wpływ: patelni, blaszek do pieczenia czy pojemników na jedzenie.
Wiem, że natłok informacji o szkodliwej chemii może przytłaczać i często trudno odróżnić mit od prawdy. Dlatego zebrałam wszystkie niezbędne informacje, pokazałam co warto sprawdzać, na co nie dać się nabrać i jak małymi krokami wprowadzać zmiany w swojej kuchni.
Jeśli chcesz mieć pewność, że Twoja kuchnia wspiera zdrowie Twojej rodziny, a nie mu zagraża, sprawdź mój ebook:
Ebook: “Zdrowy dom – Kuchnia”
To przewodnik po świecie bez toksyn. Dowiecie się z niego:
Jakie naczynia są naprawdę bezpieczne (i dlaczego ceramiczne to nie zawsze ideał).
Gdzie ukryte mogą być PFAS w produktach mających kontakt z żywnością.
Jak krok po kroku oczyszczać swoją kuchnię z potencjalnie niebezpiecznych dla zdrowia produktów.
Nasze zdrowie zaczyna się na talerzu – i w tym, na czym ten posiłek przygotowujesz.